Weekend minął – czas się wziąć do roboty Szkoda tylko, że pogoda była do niczego, raz słońce, w większości chmury. Niby ciepło, ale tak naprawdę to chłodno Gdzie to piękne lato??? Współczuję tym, którzy wybrali sobie ten termin na urlop nad morzem… No ale cóż, takie nasze uroki. Tak naprawdę poczułam się w ciąży, jak [...]

Tak sobie od wczoraj myślę o tej mojej dzidzi, że to dziewczynka będzie... Nie to, że się nie cieszę, bo jak dla każdej mamy tak i dla mnie najważniejsze jest, że dzidzia będzie zdrowa, ale... No właśnie. Myślałam po prostu, że jednak synuś mamusi będzie. Taki mały rozrabiaka :) A tu niespodzianka - dziewczynka. Ale przyznam się szczerze, że jak tak wczoraj leżałam na łóżku i czekałam aż lekarka powie nam płeć, to tak czułam, że powie, że dziewczynka. Moja koleżanka stwierdziła, że po takiej mamie to i córka łobuziarą będzie :) Oby nie aż taką :)
Jestem już po wizycie u lekarza. Odebrałam wyniki testu potrójnego (możliwość, że dziecko będzie chore jest jak 1:3500; tak więc niskie ryzyko) i cytologii (wszystko dobrze). Miałam też usg. Pani w ciszy pooglądała dzieciaczka a potem zaczęła opisywać co, gdzie, jak i w ogóle. Najpierw dzidzia spała, ale jak się obudziła to rączkami się zasłaniała i machała do taty :) Poza tym nóżki miała pięknie zaciśnięte i lekarka nie dała 100 % pewności co tam w środku rozrabia. Ale prawdopodobnie będzie dziewczynka, bo siusiaka nie było widać. Tak więc zamiast Krzysia będzie Oliwka :) Najważniejsze, że wszystko dobrze, że dzidzia zdrowa. Muszę tylko iść jeszcze raz na usg za 2 tyg, żeby zrobić pomiar echa serca, bo teraz za wcześnie trochę, a w 22 tyg będzie wszystko wiadomo. Może przez te 2 tyg coś urośnie, albo dzidzia nie będzie taka nieśmiała i się bardziej otworzy przed mamusią :)
Na pierwszej wizycie u ginekologa zostaniemy dogłębnie zbadane :) Lekarz będzie musiał sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Dodatkowo zleci nam wykonanie podstawowych badań. Ja musiałam zbadać ponownie grupę krwi (nie wiem czemu, bo miałam wcześniej robioną i nawet kartkę miałam, ale lekarka stwierdziła, że lepiej zbadać i mieć 2 kartki :) ). Jest to o tyle istotne, żeby wykluczyć konflikt serologiczny – tzn. jeśli matka ma grupę „-”, a ojciec „+” to mówi się wówczas o istnieniu tzw. niezgodności serologicznej. Do konfliktu dochodzi wówczas, gdy dziecko odziedziczy Rh ojca i jego krwinki w czasie ciąży przenikną do krwioobiegu matki. Dochodzi do tej sytuacji najczęściej podczas porodu lub poronienia. Wówczas organizm matki zaczyna wytwarzać przeciwciała przeciwko krwinkom płodu. Do konfliktu bardzo rzadko dochodzi podczas pierwszej ciąży, gdyż organizm matki nie posiada jeszcze tych przeciwciał. Obecnie coraz częściej prowadzi się profilaktykę konfliktu serologicznego podając ciężarnym około 28 tygodnia ciąży 300 mikrogramów immunoglobuliny anty-D. Tak więc tragedii nie ma jeśli zbadamy sobie odpowiednio wcześniej grupę krwi.
Są takie chwile w życiu kobiety kiedy decyduje się ona na dziecko. Są też takie, kiedy nie chce ale ma :) Pierwszym podejrzanym objawem jest brak okresu. No i wtedy się zaczyna, albo strach („Nie jestem jeszcze gotowa”) albo właśnie radość (tak jak to było w moim przypadku). Tzn. radości aż tak wielkiej nie było od razu u mnie, bo nie chciałam zapeszać i chciałam odczekać ten tydzień czy aby na pewno okres się nie pojawi. Osobiście wiem, że lepiej jest poczekać niż od razu robić test ciążowy. Wiem, że jak ktoś nie chce być w ciąży to od razu go zrobi, żeby być pewnym, że się nie jest (też bym pewnie tak zrobiła). Ale mi zależało na tym, by być w ciąży więc sobie czekałam długi tydzień, żeby zrobić test. Oczywiście w tym czasie miałam delikatne plamienia i już załamka, że nic z tego nie wyszło, że zaraz się okres pojawi. Na szczęście w ciągu tygodnia okres nie przyszedł, a ja mogłam „spokojnie” zrobić test. Zgodnie z instrukcją zrobiłam go rano – daje pewniejszy wynik, mocz bardziej zagęszczony więc łatwiej wykryć hormon beta HCG. Ręce trzęsły się jak diabli, bałam się spojrzeć na wynik, ale się przełamałam... I tak 2 kreski!!!! Radość i łzy, no i oczywiście obawa czy tym razem się uda ciążę do końca donosić. Radość męża też była, ale jak to u faceta „No przecież wiedziałem, że się uda” :)
Długo się zastanawiałam nad założeniem i pisaniem bloga. W końcu po paru miesiącach się zdecydowałam. Nie ukrywam, że DUUUŻY wpływ miał mój mąż (INFORMATYK, a raczej PROGRAMISTA :) ), który już od dłuższego czasu wiercił mi dziurę w brzuchu na ten temat. Jeszcze przed ciążą wspominał, że jak będę miała wolne to mogę się czymś zająć :) No już wtedy mu obiecałam. Ale wiadomo jak to jest – najtrudniej jest zrobić pierwszy krok, napisać pierwszy wyraz, zdanie itd. W ciążę zaszłam w lutym, ale wtedy wykręciłam się pracą, że zmęczona, że nie mam weny... :) Ale od czerwca jestem na zwolnieniu i na nadmiar obowiązków nie mogę narzekać ani tym bardziej na brak czasu więc uległam :) Zresztą należę do osób, które łatwo przekonać, mimo iż jestem zodiakalnym Baranem i jak się uprę to nie ma sposobu na mnie. Mąż może zaświadczyć :)
Czerwiec 29, 2009