Ospa wietrzna u dziecka

Lipiec 7th, 201111:46 am @

1


Ospa wietrzna u dziecka

Ja to mam szczęście, zaczął mi się urlop od poniedziałku, a od piątku moja córka ma ospę. W sumie gdyby nie mąż to nawet bym się tak szybko nie skapnęła, że to ospa.

Mała wróciła w czwartek ze żłobka z jedną kropką na nosie. Myślałam, że może coś zjadła i się krosta pojawiła i tyle. W piątek miałam wolne, poszłyśmy sobie na spacer, wygłupiałyśmy się itp. Po południu mąż wrócił z pracy, w momencie gdy przebierałam małą, i patrzy, a na brzuchu już 2 kropki z wodą. I do mnie „Dzwoń po lekarza, mała ma ospę”. Ja na to „Ale jak, jaka ospa. I skąd ja Ci wezmę o 17 lekarza. Jak ospa to już nic nie zostaje, jak tylko czekać aż się skończy”.

W sobotę to już tych kropek miała więcej. Najwięcej na buzi, przy nosku. Trochę na karku, na brzuchu, kilka na pleckach i na nóżkach. I w sumie tak zostało, dużo ich do tego czasu nie przybyło. Na szczęście mała nie marudziła, ani nie gorączkowała. Nie drapała się też, tzn. dopóki nie zauważyła w lustrze, że ma kropki na buzi. Staraliśmy się więc, by za dużo przed lustrem nie była, by nie zwracała uwagi na kropki.

W sobotę kupiłam jej do smarowania puder płynny ze składnikiem niwelującym swędzenie. Wszystko od tego pudru jest brudne, szczególnie dywan, no ale krostki zasychają, a to najważniejsze.

Najgorsze było, że myślałam, że ja ospy nie miałam. Mąż zabraniał mi zbliżania się do małej. Całe szczęście, że w weekend byłam w pracy więc nie było problemu z przytulaniem, ale w poniedziałek to już masakra. Tylko „MAMA i MAMA”. Zadzwoniłam więc do mamy i się pytam, czy ja tą ospę miałam czy nie. Mama myśli myśli i w końcu mówi, że miałam jak byłam też taka mała i z kuzynem przechodziłam. No to mi ulżyło, mogłam Oliwkę przytulać (wiem, że można dostać półpaśca, ale tym to się nie przejmowałam). Teraz wiem skąd mam „dziurę” na czole, to po prostu pozostałość po ospie. Problem w tym, że pod wieczór mama dzwoni i mówi, że ona tak do końca nie wie czy ja tą ospę miałam czy nie…

W poniedziałek rano przeszłam się do przychodni, dowiedzieć się czy lekarz nas przyjmie, czy może przyjdzie do nas. Zwłaszcza, że nie chciałam małej ciągać po lekarzach i rozsiewać zarazy. Wchodzę, a tam siedzi 2-letni chłopczyk wyglądający jak biedroneczka. Też ospa; okazało się, że niedawno siostra czy też brat był chory, a teraz on. Masakra, zresztą jego tata nie wyglądał na szczęśliwego i się wcale nie dziwię.

Pani doktor przyjęła mnie od razu. Powiedziała, że jeśli jestem pewna, że to ospa to nie muszę przyprowadzać dziecka. Zapisała Zyrtec na noc w kroplach, syrop Neosine 3 razy dziennie, puder do smarowania mamy nadal stosować i kąpać małą w kali ewentualnie w wodzie z sodą. Po 10 dniach powinno być koniec choroby. Czyli u nas w poniedziałek i wtedy też idziemy do lekarza. Mam nadzieję, że już kropki znikną i będzie ok. I że druga połowa urlopu wypali. Dobrze, że w tym roku nie planowaliśmy żadnego wyjazdu, bo lipa by była.

A jak tam u Waszych dzieciaczków ospa wypadła? Jak ją znosiły? Cieszę się, że mała teraz ją ma, a nie jak będzie starsza i by tylko siedziała i drapała się wszędzie.

Przeczytaj także: